Ostatnimi czasy miałem przyjemność podpisywać umowę z bardzo miłą przyszłą młodą parą. Młody konkretny, młoda sympatyczna. Jak wyszło w rozmowie kupili wszystko z górnej półki, fotografa, zespół muzyczny, sala weselna – tylko jeden szczegół mnie zmartwił.

Otóż filmować ma podobno wujek – pasjonat. Dobry sprzęt i mnóstwo wolnego czasu ich kuzyna sprawiły, że zadeklarował się, iż nakręci ich ślub i przyjęcie weselne. Powiem krótko, że nie omieszkałem przestrzec czy to dobre rozwiązanie, ale młoda pary jak widać była już mocno zdecydowana, więc wycofałem się kulturalnie z moich uwag.

Na moje zachowanie wpłynęły dwie sytuacje, których miałem okazję doświadczyć na własnej skórze.

Pierwsza z nich to wesele w niewielkiej miejscowości obok Chełma, kiedy widać było, że młodą parę konsekwentnie nie stać na wynajęcie kamerzysty. Filmowała córka, siostry pani młodej. Potrafiłbym to zrozumieć gdyby nie fakt, że skutecznie w trakcie najważniejszych elementów Mszy Świętej zmieniała kadr nie patrząc na to, co dzieje się w jej sąsiedztwie. Raz omal mnie nie przewróciła robiąc szybki zwrot. Mam dużo cierpliwości do kobiet, ale w tym wypadku miałem już na końcu języka kilka niecenzuralnych słów.  Na szczęście po pierwszym daniu samozwańcza kamerzystka poszła na parkiet i w zasadzie nagrania, jako takiego nie było.

Druga sytuacja to ambitna awangarda w wykonaniu młodej pary. Młodzi nie chcieli kamery, bo to przeżytek. W zupełności wystarczy im fotograf na wesele. Tym razem to ja byłem znajomkiem weselnym i chcąc zrobić przysługę oddałem młodej parze przeszło 450 przygotowanych do formatu 13×18 odbitek. Śmiali się i cieszyli, po tygodniu telefon, że trochę ich za mało, więc czy mógłbym jeszcze dorobić. Jako że cenie sobie zadowolenie klienta – zgodziłem się. Dorobiłem jeszcze 160, zawiozłem i pokazałem. Cieszyła się matka pana młodego, on sam i jego rodzina. Czy jesteście usatysfakcjonowani? -  Pytam. Na co otrzymuję gorące zapewnienia, że będą mnie polecać, komu się da. Wieczorem tego samego dnia ponowny telefon – tym razem od młodej. Czy nie dorobiłbym im jeszcze więcej zdjęć? W tej sytuacji odmówiłem. Jak się dowiedziałem pocztą pantoflową – byli strasznie rozgoryczeni moimi zdjęciami. Padały bardzo dziwne zarzuty, po których powiem szczerze, poczułem się nieswojo.

Mój błąd, moja wina. Należało już podczas pierwszej próby wyłudzenia większej ilości zdjęć niż określa umowa być konsekwentnym i żądać określonej sumy pieniędzy za kolejną usługę.

Wniosek jeden, nie zatrudniać nikogo znajomego do ambitnych zadań na swoim weselu a swoim znajomym nie dać się za wszelką cenę w manewrować w świadczenie jakichkolwiek usług weselnych.