Ostatnimi czasy moi rodzice wspominali swoje zaślubiny w przysłowiowym Urzędzie Gminy. Ślub cywilny był wtedy nieodłączny elementem założenia podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina. Z drugiej strony na terenach wiejskich ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego był uważany za coś gorszego – niepełnego. Jeśli młoda para brała jedynie ślub cywilny to spotykało się to nawet z powszechnym oburzeniem a nawet szemraną pogardą.
Dziś sytuacja nieco się zmieniła. Szereg sytuacji życiowych w których przyszło się nam młodym ludziom dziś odnaleźć sprawia że jesteśmy dużo bardziej tolerancyjni a pewne rzeczy nie wzbudzają w nas już tyle kontrowersji co przed lat. Dzisiejszy artykuł dotyczy właśnie uroczystości ślubu cywilnego którą miałem okazję ostatnio dokumentować w stolicy. Moje prywatne odczucia co do samej ceremonii to z jednej strony krótko zwięźle i na temat – z drugiej realizacja z dużym zastrzykiem elegancji i podniosłego tonu. Nie była to co prawda oprawa niczym w osławionym filmie „Miś” niemiej jednak młodej parze w trakcie wejścia na salę ślubów przygrywała młoda pani na pianinie. Chwilę potem kiedy pani urzędnik dopełniła swojej części formalności młodzi przechodzą do tzw. sali toastów gdzie przyjmują życzenia od najbliższych.
Potem droga na salę weselną gdzie młodzi organizują uroczystą kolację. Gościom przygrywa jednak zespół muzyczny i sama impreza niewiele różni się od faktycznego przyjęcia weselnego. Ma ona jednak dość kameralny charakter co uważam za duży plus. Spośród około trzydziestu zgromadzonych gości śmiało mogę powiedzieć że każdy otrzymał pamiątkę w postaci fotografii co byłoby niepojęte do realizacji przy imprezach na przeszło 300 osób na których przyjemność miałem okazję ostatnio bywać. Tort weselny nieco wcześniej bo o 20.30, a samo przyjecie skończyło się w okolicach 22.00. Niemniej jednak wrażenia bardzo pozytywne. Być może duża w tym zasługa młodej pary która bardzo profesjonalnie podeszła do tematu.
